Madera: Queimadas i Caldeirão Verde

Zapraszam Was na tropikalną odsłonę Madery. To miejsce tak bardzo nas oczarowało i jednocześnie zaskoczyło, że z pewnością tam wrócimy – chociażby po to, aby dokończyć trasę i zrobić ostatni odcinek, na który zabrakło nam czasu. A pomyśleć, że o mały włos byśmy to przegapili. O czym mowa? O najpiękniejszej lewadzie, jaką przeszliśmy na wyspie, czyli Levada do Caldeirão Verde.

Dlaczego prawie to przegapiliśmy? Bo głównym celem tej wycieczki było zobaczenie, nomen omen równie magicznego, schroniska w Parku Leśnym Queimadas, czyli Casa de Aibrigo das Queimadas. Przepiękny kompleks budynków, zabytkowy, niczym wyjęty z kart Baśni Braci Grimm.

Budynek wygląd cudownie zarówno w pogodny dzień, jak i we mgle. Te mgły na Maderze to jest bajka sama w sobie – w kilka chwil potrafią przeistoczyć bajkowy krajobraz w bardziej mroczny i tajemniczy.

Przy okazji koniecznie zatrzymajcie się tam na kawę i ciasto – są pyszne, a być może zjecie je w otoczeniu uroczych ptaszków, które będą próbowały Wam jeść prosto z ręki lub talerza (witamy w świecie Królewny Śnieżki!), czy kotów, które lubią obsiąść dookoła posilających się turystów i bardzo wymownie żebrać o jedzenie.

Ale skoro już tam byliśmy, a ja gdzieś czytałam, że ta trasa jest malownicza postanowiliśmy ruszyć na szlak, chociaż nie do końca byliśmy na to przygotowani – ja miałam sandały i nie mieliśmy nic przeciwdeszczowego. I chociaż nie zapowiadało się na deszcz, to wszechobecna mgła na szlaku powodował wysoką wilgotność powietrza i para wodna skraplała się na drzewach, a następnie skapywała na szlak.

No właśnie – szlak. Jest przepiękny – zaczynamy niepozornie, idąc jakby górską leśną ścieżką, dość szeroką, pośród starych drzew porośniętych mchami, cały czas wzdłuż koryta lewady. Widać jak gęsta jest tam roślinność.

Kiedy jednak szlak zaczyna skręcać na zbocza ścieżka się zawęża i szlak wiedzie nas charakterystycznym dla wielu lewad wąskim paskiem albo wydeptanym zaraz przy lewadzie, albo wręcz po jej murowanym brzegu. Ta lewada to dzieło sztuki – zdjęcia tego nie oddają, ze względu na gęsto porośnięte zbocza i mgłę, która wisiała zaraz na granicy pomiędzy szlakiem a przepaścią, ale wije się on na półce skalnej.

W lewadzie pływają też ryby, które co jakiś czas można zauważyć kątem oka. Mniej więcej w połowie trasy czeka na nas pierwszy wodospad. Słychać go już z daleka i przechodzi się mostem dosłownie przy nim – jest to serio niesamowity widok. Jednocześnie ten most przenosi nas na zbocze kolejnej góry – drzewa się trochę przerzedzają i widzimy wyłaniające się co chwilę z mgły zbocza pozostałych szczytów dookoła nas. W pogodny dzień widok musi być imponujący.

Są też i takie odcinki trasy, które spotkacie dwa razy, kiedy roślinności nie ma po boku wcale, a Was od przepaści oddzielać będzie tylko metalowa linka – po spacerze w zaroślach muszę przyznać, ze ten widok spowodował, że zakręciło mi się w głowie przez taką ekspozycję, a ja raczej nie mam lęku wysokościowego. To były fragmenty, które przeszłam najszybciej :P

Na końcu tego odcinka trasy czeka na nas wisienka na torcie – kolejny piękny wodospad i laguna – źródło Caldeirão Verde, z którego rozpoczyna się właśnie ta lewada. Jest tam przepięknie. Mgła i dość ograniczony przez to dostęp światła zrobiły klimat.

My w tym miejscu zawróciliśmy, bo było dość późno i zaczynało się ściemniać, a ponadto przeczytaliśmy, że ostatni fragment trasy jest najtrudniejszy, ale też najlepszy – mowa o Inferno, na które wrócimy. To kolejny wodospad, ale w moich sandałach, które w zasadzie dały radę na całej trasie, bałam się, że na tym ostatnim odcinku nie zdadzą egzaminu.

Koniecznie będąc na Maderze dodajcie tę lewadę do swojej listy, nie jest trudna i  z pewnością Was zachwycie. Ważna wskazówka – weźcie ze sobą wodę i przekąski – trasa ma 6,5 km w jedną stronę, plus dodatkowe 1,5 km do Inferno. I koniecznie czołówki lub naładujcie telefony, żeby skorzystać z latarek, bo czeka was kilka wąskich, niskich i ciemnych tuneli po drodze.

My wracaliśmy już skąpani we mgle – cała trasa była jak mleko i robiło to niesamowite wrażenie. Jest tam parking, na którym możecie zostawić auto, także pod samo schronisko dojechać można bezpośrednio samochodem. Widoki po drodze też są niczego sobie.

0 comments on “Madera: Queimadas i Caldeirão VerdeAdd yours →

Leave a Reply