Madera: Płaskowyż Paul de Serra, pradawny las laurowy Fanal i Levada 25 Fontes

Nie bez powodu zostawiłam to miejsce na sam koniec, ponieważ to była wisienka na torcie (przynajmniej dla mnie) podczas naszego wyjazdu. Magiczne doświadczenie, które do tej pory przywołuje uśmiech na moją twarz.

Wycieczkę zaczynamy od wjazdu na płaskowyż Paul de Serra znajdujący się w centrum wyspy. Jeśli jesteście fanami długich tras ciągnących się w linii prostej niczym Route 66 w Stanach, to Paul de Serra zapewni Wam podobne doświadczenia. Porośnięty niskimi krzewami, praktycznie bez drzew robi ciekawe wrażenie. Tak jak wszędzie na Maderze, także i tam pełno jest szlaków trekkingowych, które ciągną się kilometrami.

Ze względu na ukształtowanie terenu i sprzyjające warunki po\godowe jest tam bardzo dużo wiatraków produkujących energię elektryczną. Uważajcie też na krowy – płaskowyż pełen jest stad wypasających się w pobliżu drogi, więc co i rusz trafić można na znaki ostrzegające o byle, lub zbłąkane jałówki sennie przekraczające drogę.

Madera słynie z tego, że na jej terenie panuje wiele różnych mikroklimatów, zależnie od tego, w jakiej części wyspy się znajdziemy. Mikroklimat w okolicy lasu Fanal to czary. W dniu, gdy tam jechaliśmy nad całą wyspą nie było ani jednej chmurki. A las ten słynie z mgieł i byłam pewna, że nie będziemy mieć okazji ich zobaczyć. Jakie było moje zdziwienie, kiedy dojeżdżając do lasu odkryliśmy, że w zagłębieniu między wzgórzami, czyli tam, gdzie leży las, wisi sobie pokaźna chmura.

Las laurowy, czyli Laurisilva to od 1999 roku światowe dziedzictwo UNESCO. Liczy sobie ok 20 milionów lat i pokrywa ok 20% całej wyspy. Jest rzadki i trafić można na niego w okolicy Makaronezji, ale to właśnie na Maderze jest go najwięcej. Las można odwiedzać przez cały rok, ale to właśnie rani i wieczorem jest największa szansa na to, żeby trafić na epickie mgły.

My w momencie, gdy dotarliśmy do lasu zastaliśmy go skąpanego w słońcu – w takiej scenerii też wyglądał pięknie, malowniczo. Na zboczach porośniętych trawą pasły się stada krów, był to bardzo sielski widok.

Wystarczyło jednak kilka chwil i nagle od doliny zaczęła przychodzić mgła. Magiczne wrażenie! W ciągu kilku minut sceneria zmieniła się całkowicie – ze słonecznego krajobrazu przenieśliśmy się w mroczną i tajemnicza krainę, skąpaną we mgle, pośród pradawnych, porośniętych mchem drzew. Niesamowite wrażenie, którego serio nie da się do końca opisać. Ponownie wygląda to trochę jak w filmach grozy, kiedy nagle przychodzi mgła i spokojne miejsce staje się trochę posępne ale równocześnie interesujące i przyciągające.

Polecam Wam bardzo wybrać się do tego miejsca, moim zdaniem to taki obowiązkowy punkt wycieczki podczas wizyty na Maderze. Tuż nieopodal znajduje się też jedna z najpiękniejszych Levad na Maderze, czyli 25 Fontes – 25 źródeł. I faktycznie robi wrażenie, ale dla nas nie przebija Levady Caldeirao Verde, która rozbiła bank ;) P

Dookoła jest tam kilka szklaków trekkingowych, łącznie ze ściankami wspinaczkowymi. Z początku trasa wiedzie betonową drogą między wzgórzami – droga ta jest jednocześnie dojazdówką do schroniska Casa do Rabacal. Po drodze zatrzymaliśmy się też na małą przekąskę, czyli tradycyjne maderskie ciastko i coś w rodzaju empanadas nadziewane woowiną.

Od schroniska zaczyna się robić bardziej wąska, pojawiają się schodki i zaczyna wyglądać bardziej dziko – i właśnie wtedy robi się najciekawsza. Co i rusz mijamy nimi źródełka i przeciskamy się pomiędzy gąszczami drzew.

Koniecznie po drodze trzeba przejść dodatkowe 800 metrów do wodospadu Risco – wierzcie  mi, że to dodatkowe 1,6jm nie zrobi różnicy, ale widok jest tego wart.

Na końcu trasy, która ciągnie się wzdłuż lewady czeka na Was laguna z kolejnym wodospadem – woda jest krystalicznie czysta i pływa w niej sporo ryb. Polecam posiedzieć tam chwilę i ponapawać się widokiem.

Z kolei w drodze powrotnej koniecznie zatrzymajcie się na chwilę w schronisku Rabacal. Mają tam pyszną kawę, piwa kraftowe i bardzo dobre jedzenie. Restauracja i kawiarnia ma tez mały taras z przepięknym widokiem na dolinę. Jeśli lubicie pavlovą koniecznie spróbujcie ich flagowej bezy – chyba najlepsza mini pavlova jaką jadłam w życiu – po wspinaczce z powrotem przystanek tam robi bardzo dobrze.

0 comments on “Madera: Płaskowyż Paul de Serra, pradawny las laurowy Fanal i Levada 25 FontesAdd yours →

Leave a Reply