Madera: Półwysep św. Wawrzyńca i Cristo Rei

Ponta de São Lourenço, czyli Półwysep św. Wawrzyńca, to najbardziej wysunięty na wschód punkt Madery. Jest to miejsce przepiękne i malownicze. Co ciekawe, jego wygląd zmienia się zależnie od pory roku. Na wiosnę półwysep jest zielony i soczysty. Na przełomie czerwca i lipca porastające go trawy wysychają i jak będziecie mogli zobaczyć na zdjęciach – ma bardziej pustynny klimat.

Półwysep Wawrzyńca to genialne miejsce na trekking, nie ma wymagających szlaków, więc każdy spokojnie sobie na nich poradzi. Cała trasa w obie strony to ok 8 km. Brak jest też dużych wzniesień i wąskich przejść – jest to bardzo przyjemny spacer i nawet rodziny z dziećmi bez problemu pokonają całą trasę, chociaż momentami bywa stromo, więc dobrze jest zaopatrzyć się w buty trekkingowe.

Pogoda na Maderze lubi być chmurna o poranku, więc warto mieć to na uwadze. My wzięliśmy lekkie kurtki, ponieważ z rana nie było słońca, a na półwyspie dość mocno wieje – w końcu jest on wysunięty w stronę Oceanu. Pamiętajcie jednak, aby zabrać też coś na głowę – niech was nie zwiodą chmury, ponieważ za kilka godzin mogą się rozejść i zaczyna prażyć słońce – a na półwyspie nie ma drzew, jest dość płasko i nie ma za bardzo jak schować się pod słońcem. Pamiętajcie też o UV – to, że słońce jest za chmurami nie znaczy, że ochrona skóry nie jest potrzebna.

 

Na półwyspie jest jedna główna trasa, która wiedzie między skałami, można co i rusz podziwiać go to z jednej, to z drugiej strony. Czerwono-czarne formacje skalne czasem przywodzą na myśl wręcz rzeźby. Jest to zapierających dech w piersiach widok.

 

Im głębiej w półwysep, tym więcej pojawia się też traw – przy końcu jest tam mini dolina, w której postawiono restaurację – Domek Sardynki, czyli Casa do Sardinha. Palmy przy niej to jedyne drzewa, jakie tam znajdziecie. Warto się zatrzymać tam na chwilę na kanapkę, bądź moje ulubione tarte de nata – nie mam pojęcie ile ich zjadłam przez cały wyjazd, ale zdecydowanie wolę nie wiedzieć.

Na końcu półwyspu jest punkt widokowy – można z niego podziwiać pozostałe wysepki stanowiące przedłużenie całej formacji – na ostatniej stoi latarnia morska. Widać też stamtąd przepiękną panoramę wysyp i wyłaniające się pobliskie Funchal. Mogłabym tam stać i podziwiać te widoki dookoła godzinami.

Wracając można zahaczyć o plażę na początku półwyspu – jest kamienista, ale po kilku godzinach spacerów może to być fajny przerywnik i dobry sposób na odpoczynek. Woda tam ma przepiękny lazurowy kolor. Gdy jest pochmurna pogoda jest intensywnie granatowa, ale jak tylko wychodzi słońce wydobywa ten przepiękny odcień i od razy dużo bardziej kontrastuje z piaskowymi skałami. Magia!

Jeśli natomiast czujecie niedosyt i mało Wam zwiedzania, to możecie podjechać do Canico, jest to niecałe 30 minut drogi. Tam, na klifie znajduje się charakterystyczny pomnik Jezusa króla. Podobny stoi w Rio de Janeiro. Cristo Rei na Maderze jest znacznie mniejszy. Jego historia też jest dość smutna. Jeszcze do końca XVIII w. na Maderze chrześcijanie nie będący katolikami po śmierci nie mieli prawa być pochowani w grobach. Tylko katolicy mieli takie prawo, a pozostałych zrzucano do oceanu z klifów. Pomnik ten powstał ku pamięci tym, których z tych klifów zrzucono.

Tuż pod klifem, na którym stoi statua, znajduje się piękna plaża – można do niej zjechać kolejką linową, bądź autem – wiedzie do niej kręta droga w dół. Spotkać też tam można panów, którzy obserwują wieloryby pływają w oceanie.

0 comments on “Madera: Półwysep św. Wawrzyńca i Cristo ReiAdd yours →

Leave a Reply