Indonezja/Jawa – okolice Yogyakarty, czyli Jurang Tembelan, Pine Forest i Timang Beach

3miejsca (1)

Jeszcze tego samego dnia po powrocie ze świątyni zaczęliśmy planować naszą kolejną wycieczkę. Zrobiliśmy rekonesans tego, co można fajnego jeszcze w okolicy zobaczyć i wygooglowaliśmy dostępne opcje. Nasze poszukiwania utwierdziły nas w tym, o czym czytaliśmy przed wyjazdem oraz co opowiadał nam przewodnik – mianowicie komunikacja publiczna w Indonezji nie działają jakoś super sprawnie, więc podróżując po niej opcje prywatnych kierowców są chyba najbardziej efektywnym rozwiązaniem.

Wieczorem szukając kierowców online trafiliśmy na aplikację GetYourGuide, która okazałą się świetnym rozwiązaniem i jeszcze kilka razy z niej skorzystaliśmy. Zabookowaliśmy sobie samochód na prawie cały dzień razem z kierowcą, który był jednocześnie przewodnikiem. Już o 6 rano czekał na nas w hotelowym lobby, aby zawieźć nas na pierwszy punkt wycieczki, czyli Jurang Tembelan.

Jurang Tembelan to przepięknie ulokowany klif, z którego podziwiać można dolinę rzeki, którą wcześnie rano schodzą chmury. Widok zapiera dech w piersiach, szczególnie w porze deszczowej, kiedy chmury są gęste i „mięsiste”. Jeśli jesteście fanami timelapsów to będzie to idealne miejsce dla Was.

_IMG_8417

_IMG_8369

_IMG_8368

_IMG_8396

_IMG_8390

Lokalni mieszkańcy dostosowali klif również na potrzeby poszukiwaczy „instagramowych” lokacji, a w efekcie znajdziecie tam platformy do zdjęć, będące również punktami widokowymi, łodzie wystające z klifu i wyglądające jakby płynęły w powietrzu, dekoracyjne ramy i futryny do zdjęć oraz samoloty 😉

_IMG_8383

_IMG_8373

_IMG_8413

Tuż obok Jurang Tembelan znajduje się las sosnowy, czyli słynny Pine Forest. W Indonezji lasy sosnowe są sporą atrakcją, gdyż są bardzo rzadkie i charakteryzują się bardzo świeżym powietrzem. Las przepełnia zapach sosny oraz dźwięk cykad, które w tej części świata są niezwykle głośne. Spotkać tam można też ogromne mrówki, które wędrują ścieżkami w grupach, tworząc mrówkostrady 😉

IMG_8425

_IMG_8426

IMG_8423

_IMG_8418

las

W lasach Hutan Pinus Mangunan pełno jest także altanek, platform widokowych, z których podziwiać można także przepiękne panoramy, huśtawek oraz domków na drzewach.

_IMG_8430

_IMG_8436

_IMG_8419

_IMG_8428

Po spacerze wśród sosen wracamy do auta i jedziemy na najbardziej niesamowitą plażę, na jakiej w życiu byłam. Jednak zanim tam dojedziemy po drodze zatrzymujemy się w najsłynniejsze w okolicy restauracji i sklapu w jednym, serwującej lokalne homary o  nazwie Kedai Lobster Pak sis (czyli z ind. sklep z homarami). Restauracja jest dość mała, ma dwie sale – jedną z tradycyjnymi niskimi stolikami, przy których siedzi się klęcząc na podłodze o raz tradycyjną z krzesłami i stołami. Jej ściany pokryte są sentencjami i wpisami gości.

_IMG_8466

_IMG_8468

_IMG_8467

_IMG_8477

Na zapleczu mogliśmy wybrać sobie z basenu homara – zamawiamy zestaw za 360 000 IDR, w skład którego wchodzi napar z limonki, kawa, marynowane smażone tofu, fasolka z ogórkiem, wielki (!) durszlak ryżu, sambal, kapusta, ośmiorniczki w temuprze no i on – homar, podany w dwóch połówkach – jedna robiona na maśle z czosnkiem, druga w pikantnym sosie. Porcja nie do przejedzenia dla dwóch osób! To było jedno z tych zaskoczeń, kiedy wchodzi się do podejrzanie wyglądającej restauracji i wychodzi z niej z poczuciem spełnienia, bo zjadło się jedne z najlepszych w życiu dań. To właśnie był jeden z takich przypadków.

_IMG_8476

_IMG_8480

_IMG_8482

_IMG_8481

Z pełnymi brzuchami zostajemy załadowani do jeepa – podobno droga jest dość wymagająca i nasz kierowca zostaje w restauracji czekając na nas, podczas gdy my, jedziemy do trzeciego punktu naszej dzisiejszej wyprawy – czyli Timang Beach.

_IMG_8483

_IMG_8484

Okazuje się, że droga faktycznie jest fatalna, kamienna i bardzo nierówna, a do tego bardzo wąska – w sam raz dla jeepa. Zaczynamy się też zastanawiać, czy zjedzenie tego wszystkiego przed tą jazdą to był dobry pomysł, bo trzęsie i telepie okrutnie, a z nieba leje się żar. Ale po ok 20 minutach jazdy docieramy na skraj klifu i czujemy morską bryzę. W końcu docieramy do najdziwniejszej plaży, na jakiej byliśmy.

_IMG_8525

_IMG_8492

Jeszcze kilka lat temu ta mała wyspa była miejscem pracy lokalnych rybaków, ale za sprawą koreańskiego teleturnieju (jakżeby inaczej 😉) stała się rozpoznawalną atrakcją turystyczną. Na wyspę która jest malutka i cała kamienista, bez żadnej roślinności, można dotrzeć na dwa sposoby – mostem linowym, albo gondolą. Ani gondola ani most nie wzbudziły mojego entuzjazmu i zaufania, więc ja zostałam na brzegu, za to M. przeprawił się na wyspę żółtą metalową klatką :D

_IMG_8488

_IMG_8500

_IMG_8504

_IMG_8497

_IMG_8522

_IMG_8505

Rozbijające się o brzeg wielkie fale i spieniona woda 30 metrów niżej wyglądały najlepiej z bezpiecznego brzegu. Podczas gdy M. zwiedzał wysepkę, ja podziwiałam widoki po obu stronach wysepki – lazurowa woda, zieleń i ciemne skały – przepiękne, malownicze i zapierające dech w piersiach miejsce.

_IMG_8502

_IMG_8511

_IMG_8512

Po powrocie do kierowcy ruszamy w stronę Jogji, po drodze zatrzymując się przy punkcie widokowym z którego można podziwiać wąwóz – podobno jest porównywalnie wielki do Grand Kanionu, tyle, że porośnięty zielenią i nie daje to tego samego efektu.

_IMG_8526

_IMG_8528

_IMG_8527

Ostatnim punktem tego dnia był sklep z kawą – nie mogliśmy sobie odmówić. Postanowiliśmy spróbować Kopi Luwak (kopi z ind. Oznacza po prostu kawę). Podobno najdroższa kawa na świecie tu jest w dość przystępnej cenie – Podczas gdy dla nas się zaparza współwłaścicielka opowiada nam jak powstaje. Jak zapewne większość osób wie, do jej powstania przyczyniają się luwaki, czyli stworzenia z gatunku kotowatych (biedne tu zamknięte w klatce na pokaz). Żyją one na ich plantacji i swobodnie się po niej poruszają zjadając najlepsze i najbardziej czerwone ziarna kawy. Następnie pracownicy plantacji pozyskują je z ich odchodów, dokładnie myją wodą i suszą.

_IMG_8549

_IMG_8558

_IMG_8562

Wysuszone ziarna ręcznie wyłuskuje się z łupiny i wypala. Indonezyjczycy lubią tzw. Powder coffee, czyli kawę mieloną na puder, ale można tez kupić grubiej mieloną lub w ziarnach.

_IMG_8563

_IMG_8564

_IMG_8565

kawa

_IMG_8567

Nam serwują kawę z pudru, która podana jest z orzeszkami w panierce, prażonymi ziarnami kawy i bryłkami cukru palmowego, który przegryza się między jednym a drugim łykiem napoju.

_IMG_8566

Dodaj komentarz