DIY: Porto na kilka dni cz. I

_IMG_2362

Wizyta w Porto to był nasz pierwszy raz w Portugalii i zarówno samo miasto, jak i kraj i jego mieszkańcy skradli nasze serce i pewnie wrócimy tam jeszcze w przyszłości. Tym bardziej, że latem musi tam być jeszcze bardziej kolorowo niż na początku stycznia. Ale nawet taki szybki city break pozwolił nam sporo zobaczyć i pozostawić niedosyt, który będzie pretekstem do kolejnych odwiedzin. Zbliża się majówka, więc co powiecie na krótki wypad do Porto?

Zatrzymaliśmy się w małym studio w samym centrum miasta przy Rua Formosa, dosłownie 3 minuty od placu z ratuszem. Pierwszego dnia nie mieliśmy planu – chcieliśmy wykorzystać piękną pogodę i obejść jak najwięcej, jednak nie korzystaliśmy z mapy – wiedzieliśmy w którą mniej więcej stronę trzeba iść, aby dojśc do rzeki i po prostu szliśmy przed siebie, skręcając tam, gdzie coś nam się spodobało.

_IMG_2279

_IMG_2282

_IMG_2278

To właśnie z tego miejsca zaczęliśmy zwiedzanie – poszliśmy w dół Av. Dos Aliados, a następnie skręciliśmy w lewo i wspinając się chwilę w górę skręciliśmy w Rua de Santa Catarina i doszliśmy do Batalha Square, przy którym znajduje się uroczy mały kościółek Św. Ildefonsa, pokryty charakterystycznymi malowanymi na niebiesko płytkami, które nazywają się Azulejos.

_IMG_2299

Przechodząc dalej przeszliśmy przez plac i skręciliśmy w R. de Augusto Rosa – po lewej stronie znajdują się małe kawiarnio-cukiernie i to właśnie w jednej z nich zjedliśmy nasze pierwsze pastel de nata, czyli słynne portugalskie jajeczne tartaletki z masą budyniową zamkniętą w maślanym cieście. Z espresso smakują idealnie i stały się naszym nieodłącznym dodatkiem do kawy już do końca wyjazdu.

_IMG_2288

_IMG_2294

_IMG_2302

Po kawie i ciastku poszliśmy dalej prosto w R. Arnaldo Gama i stamtąd coraz bardziej zwężającą się drogą schodzimy co raz niżej, aż wchodzimy w labirynt kamienic i schodków, który prowadzi nas prosto nad rzekę na Av. Gustavo Eiffel. Kolorowe kamieniczki tuż przy moście wyglądają w słońcu naprawdę malowniczo i bajecznie.

_IMG_2310

_IMG_2329

_IMG_2332

Przeszliśmy dołem, pod mostem, chcąc zostawić sobie trasę górą na drogę powrotną. Zaraz za mostem skręciliśmy w prawo i wijącą się kręto uliczką Calcada da Serra doszliśmy na wzgórze.

_IMG_2335

_IMG_2378

Jak na początek stycznia trafiła nam się całkiem niezła pogoda – pierwszego dnia było bardzo słonecznie i superciepło, więc wykorzystaliśmy to, aby w słońcu podziwiać panoramę miasta ze wzgórza po drugiej stronie mostu. Latem z pewnością trawnik wokół ogrodów na tym wzgórzu jest pełen ludzi, natomiast my – z racji na porę roku – mieliśmy to szczęście, iż nie było tam tłumów.

_IMG_2362

_IMG_2373

_IMG_2396

Spod ogrodów weszliśmy jeszcze wyżej, na Klasztor Mosteiro da Serra do Pilar, spod którego widok na miasto był jeszcze bardziej spektakularny 😊

_IMG_2359

_IMG_2391

_IMG_2398

_IMG_2405

Wracają górną częścią mostu, po przejściu idziemy jeszcze kawałek prosto do skrzyżowania i tam skręcamy na lewo – tam trafiamy pod Katedrę w Porto, budynek pięknie zdobiony biało-niebieskimi azulejos pod arkadami. Na placu przy katedrze też jest fajny widok na drugą stronę miasta. Stamtąd można też zejść z powrotem nad rzekę i tak też robimy.

_IMG_2425

_IMG_2426

_IMG_2432

Z krętych uliczek między tarasowymi ogrodami wychodzi się na urokliwy deptak usiany kafejkami, kawiarniami, barami i restauracjami. Wszędzie dostać można lokalne potrawy, napić się wina z pobliskich winnic, bądź też zjeść coś słodkiego i wypić kawę. Nawet w styczniu miejsce to tętniło życiem.

_IMG_2433

_IMG_2441

_IMG_2445

_IMG_2446

Po szybkim lunchu – nie był to nasz najlepszy posiłek w trakcie wyjazdu, ale za to z fajnym widokiem, ruszyliśmy w drogę powrotną do mieszkania. Dochodząc do końca deptaku skręcamy w R. Alfandega. Kilka kroków i znajdujemy się na skwerze Henryka Żeglarza (Infante Dom Henrique), który uważany jest za twórcę portugalskiego imperium kolonialnego.

_IMG_2467

U szczytu skweru znajduje się niezwykle charakterystyczny czerwony metalowy budynek – jest to Market Ferreira Borges. Budynek ten powstał w 1885 roku i jego pierwotnym przeznaczeniem było służyć, jako hala targowa dla mieszkańców. Ciekawe jest to, że praktycznie w ogólnie nie był on w swojej historii wykorzystywany jako targ. Służył jako magazyn broni, kuchnia społeczna, były także propozycje przerobienia go na parking, albo otwarcia w nim muzeum sztuki nowoczesnej. Ostatecznie w 2010 roku budynek został zaadaptowany pod salę koncertową i w tej formie funkcjonuje do dziś, pod nazwą Hard Club.

_IMG_2468

 Zostawiamy za sobą czerwony budynek i wchodzimy na deptak R. das Flores – turystyczne miejsce, pełne małych sklepików i kawiarni. O tej porze roku przy niewielkiej ilości turystów spaceruje się tutaj bardzo przyjemnie. Można podziwiać kolorowe azulejos – inne na każdej kamienicy, kupić pamiątki i chłonąć widok tych urokliwych budynków z małymi balkonikami.

_IMG_2487

_IMG_2490

_IMG_2492

To właśnie w jednej z bocznych uliczek tego deptaku przypadkiem trafiamy na słynny mural z niebieskim kotem – czytałam o nim w samolocie przy okazji artykułu o inicjatywie murali w Porto, ale nie doczytałam, gdzie dokładnie się znajdują, więc nasze spacery po mieście były trochę, jak poszukiwanie muralowych skarbów.

Ostatnim znaleziskiem naszego dość luźnego zwiedzania Porto pierwszego dnia był jeden z najsłynniejszych budynków w Porto, czyli dworzec kolejowy. Wychodząc z deptaku wyłonił się na wprost spomiędzy kamienic. Z czego słynie dworzec? Z nieziemsko pięknej hali głównej, która od podłogi aż po sufit pokryta jest płytkami, ręcznie malowanymi, przedstawiającymi scenki rodzajowe z Portugali. Jak dotychczas to jest chyba najpiękniejszy budynek dworca, jaki kiedykolwiek widziałam 😉

_IMG_2496

_IMG_2501

_IMG_2504

_IMG_2506

_IMG_2505

Dodaj komentarz